tło

sobota, 7 listopada 2015

Krywe - nieistniejąca wieś

26 października 2015

Oczekiwałam na październik z niecierpliwym przebieraniem nóżek gotowych do wyjścia w góry. Z każdym dniem upływającego miesiąca, moja nadzieja na polską złotą jesień coraz bardziej malała. Aż w końcu udało się! 



Drzewa jednak zdecydowały się przybrać kolorowe szaty, może to taki ich karnawał przed zimowym postem? 


Nie rezerwowaliśmy wcześniej noclegu, bo nigdy nie wiemy jak daleko uda nam się zajechać, biorąc pod uwagę częste zbaczanie z drogi. 
 
Chata na szlaku

Szukaliśmy w ciemnościach szyldów agroturystyk, których jest w tych okolicach całkiem sporo. Padło na "Chatę na szlaku" w Lutowiskach. 

Chata na szlaku
Właściciele trochę zaskoczeni wieczornymi gośćmi, przyjęli nas miło z rabatem. Drewniany domek prezentował się niezwykle przytulnie i ciepło. Zachwycając się nad wystrojem, nie zwróciłam uwagi na mankamenty typu skrzypiące podłogi i łazienka na innym piętrze. 

Panorama z punktu widokowego pod Lutowiskami

Miejsca na kolację nie szukaliśmy długo. Tuż za Lutowiskami przy znanym punkcie widokowym piętrzy się dumnie Stanica Kresowa Chreptiów

Stanica Kresowa Chreptiów
Trochę obawialiśmy się cen w takim prestiżowym lokalu, ale okazały się całkiem przystępne, a co najważniejsze na prawdę pierwszorzędne jedzenie. Znacie ten niesmak pierogów, które podgrzane w mikrofali szybko stygną i robią się twarde? Nic z tych rzeczy tu nie zaistniało, pierogi ze szpinakiem były ewidentnie dopiero co wyciągnięte z wrzątku. 
 
Stanica Kresowa Chreptiów

Po mało przespanej nocy przerwanej szczekaniem psa, zebraliśmy się rano pomimo wilgotnej mgły, która jednak szybko ustępowała słońcu. Upewniliśmy się u gospodarzy odnośnie trasy planowanej na dzisiaj i zwiedzanie zaczęliśmy od cerkwiska w Lutowiskach, gdzie obejrzeliśmy miniaturkę świątyni przy słabo zachowanym cmentarzu.

Sama jazda autem jest w tym regionie zwiedzaniem, bo towarzyszą nam nieustannie piękne widoki. Po drodze obfotografujemy do naszej kolekcji architektury drewnianej cerkiew w Chmielu

Chmiel

W Zatwarnicy skręcamy w wąską drogę kiepskiej jakości, która pnie się w górę, by pokazać nam bezmiar bieszczadzkich lasów.


Jesteśmy we wsi Hulskie. Właściwie to nie wiem, czy można nazwać to miejsce wsią, bo mieszka tu tylko jedna osoba... Ale nie zawsze tak było. Przed wojną w Hulskiem żyło ponad 300 mieszkańców, których wysiedlono w Akcji Wisła, a opuszczone domy spaliło UPA. Teraz las pochłania stopniowo ruiny cerkwi z cmentarzem.

Ruiny cerkwi i dzwonnicy w Hulskiem



Dalsza droga prowadzi nas do kolejnej nieistniejącej wsi - Krywe.  Nie sposób nie zatrzymywać się co chwila, by podziwiać tarniny obsypane owockami, czy zdziczałe drzewa owocowe, które zapewne rosły kiedyś przy czyimś domu. 

Widok na ruiny cerkwi w Krywem
Wychodząc z lasu otwiera się przed nami rewelacyjna panorama łąk i pastwisk na zboczach łagodnie zniżających się do Sanu. Wydaje mi się, że to jedno z piękniejszych miejsc w Bieszczadach. 




W dolinie widzimy kilka budynków - prowizoryczne domki letniskowe, obora po dawnym PGRze i agroturystyka, którą prowadziło małżeństwo do czasu, aż Pani Tosia zginęła w wypadku samochodowym.


Nie wiem czy latem też jest tu tak ustronnie, ale teraz jestem pod wrażeniem ciszy, spokoju i oddalenia od cywilizacji. Podczas kilkugodzinnego spaceru spotykamy tylko samotnego jeźdźca

Krywe
Przeskakujemy przez niewielki strumień, koło żeremi bobrów i docieramy na wzgórze, gdzie zachowały się ruiny cerkwi i dzwonnicy. 

Krywe


Krywe

Wahamy się czy iść jeszcze dzisiaj do następnej wioski Tworylne, ale dochodzimy do wniosku, że dzień jest zbyt krótki i zostawiamy sobie to na jutro. 


Wracamy do Sękowca na most, żeby drugim brzegiem Sanu dostać się do Rajskiego. Niezwykle urokliwa trasa, po lewej szumi wijący się San, a po prawej respekt budzi gęsty las, co jakiś czas odsłaniający skalne urwiska. 

San



Wisienką na bieszczadzkim torcie jest stado jeleni przebiegające nam drogę. W takiej scenerii najlepiej nie wypuszczać aparatu z dłoni.


W Rajskiem życie zamiera na okres zimowy, bo to typowo letniskowa miejscowość.


Wdrapujemy się na wzgórze, gdzie stoi odbudowana  "kapliczka na skale". Słońce zachodzi nad Sanem, który po suchym lecie zamienił się z rozlewiska na wąską strugę wody.
Kapliczka "na skale"

 
Zaczyna zapadać zmierzch, a my rozpoczynamy poszukiwanie noclegu, co okazuje się nie lada wyzwaniem. W okolicy Soliny baza noclegowa nastawiona jest na sezon letni, a o tej porze roku nikt nas nie chce przyjąć. 

Pod Batem w Polańczyku
Długi wieczór przesiedzieliśmy w knajpie Pod Batem w Polańczyku. Zachęcił nas regionalny wystrój, ale to nie był dobry wybór. Krokiet z kapustą i grzybami przypominał zużytego kapcia, kapusta pachniała nieświeżo, a grzybów to raczej nie widziało. Na wypicie piwka z miejscowymi to klimatyczne miejsce, ale na pewno nie na jedzenie. Zasypiamy dość wcześnie, żeby wstać skoro świt na odkrycie kolejnej cząstki historii Bieszczad.
 
San

18 komentarzy:

  1. Przepiękna wycieczka...zazdroszczę. Chciałam tej jesieni wybrać się w Bieszczady szczególnie do źródła Sanu, ale niestety nie udało się. A liczyłam na piękne jesienne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że się podobało :) Mnie też chodzi po głowie wycieczka do źródeł Sanu, ale będzie musiała poczekać na następny rok. Za to miałaś inne wspaniałe wyprawy! Pozdrawiam

      Usuń
    2. To fakt na wyprawy w tym roku nie mam co narzekać :) Do źródła Sanu wybierzemy się pewnie wiosną albo latem. Jak coś to dam znać, może będziesz miała chęć przyłączyć się :)

      Usuń
    3. O byłoby wspaniale wybrać się razem! Właśnie czytam o źródłach Sanu w książce Krycińskiego "Bieszczady - tam gdzie diabły, Hucuły, Ukraińce" (polecam), jak to w latach 70.XX to trzeba było iść do Bukowca 20 km pieszo przez góry, a teraz można tam dojechać samochodem i stamtąd ruszyć do źródeł co kiedyś było nielegalne, bo pas przygraniczny był zakazany dla turystów. Jeszcze bardziej nabrałam ochoty na to miejsce :) Pozdrawiam

      Usuń
    4. Więc jak będziemy się wybierać, to dam znać :) Miło będzie jeśli zechcesz się do nas przyłączyć :)

      Usuń
  2. Piękna wycieczka, Bieszczady zachwycają swym urokiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że Bieszczady mają urok praktycznie o każdej porze roku. Choć jeszcze nie byłam tam w zimie, jedynie nad Soliną, ale mogę sobie wyobrazić to piękno bieli. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Piękne widoki :) Czy na jednym ze zdjęć widać wodospad?

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesienne Bieszczady bardzo chciałbym jeszcze kiedyś zobaczyć. Do tej wioski Krywe kiedyś szliśmy ponad 4 godziny w jedną stronę po to tylko, by kupić coś do jedzenia. Niestety, wszystko było dla miejscowych. Z trudem udało się kupić ćwiartkę chleba. takie to były czasy, jeszcze w latach 80-tych. Wszystko na kartki, dla turystów niewiele zostało.
    Piękna jesień, dziękuję za miłe wspomnienia z tego terenu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam za wyprawę, trudno mi sobie wyobrazić tamte czasy, ale z pewnością to też miało swój klimat i Bieszczady były tylko dla prawdziwych miłośników gór, a nie tak jak teraz dla masowego turysty szukającego płytkiej rozrywki. Cieszę się, że mogłam przywołać u Ciebie te wspomnienia :)

      Usuń
  5. pieknie ujeta bieszczadzka jesien, San jak zwykle zachwycajacy, zdjecie samotnego jezdzca tez :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne jesienne zdjęcia :) super wycieczka.

    PS. Utrwalacz Antiquaire firmy Starwax do pasty wybielającej tej samej firmy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ok, dzięki za odpowiedź, zapisałam sobie i będę takiego szukać w sklepach. Pozdrawiam

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cóż, jedna z "wspaniałych" cech mego charakteru czyli pesymizm, gdy widzę piękno jesieni każe mi się zamartwiać, iż na chwilę już zima nadciągnie wraz ze wszystkimi swymi przymiotami czyli szarością, burością, ponurością, dnia krótkością, pluchą wszechobecną i ogólnym fuj. Jednak widząc tak wspaniale uchwycone jesieni piękno w jakże przepięknych okolicach i krajobrazie aż chce się nią zachwycać, zapominając o paskudności zimy ba, zapominając o pięknie lata, a nawet mej ukochanej wiosenki, która to dla mnie najpiękniejszą roku porą jest... Jednym słowem wspaniałe zdjęcia w przecudnych terenach, do których może kiedyś w końcu dotrę. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę sie, ze mogłam Ci pokazać, że jesień tez może być przyjemna. A co do zimy, to wystarczy wyjechać za miasto żeby stracić oddech z zachwytu nad białym puchem błyszczącym się do słońca jak brylanty. Świat jest wtedy taki cichy i spokojny, zbiera siły by wybuchnąć wiosną. Również pozdrawiam i mam nadzieję, ze zainspirowałam do zaplanowania wycieczki w Bieszczady :)

      Usuń
  9. Planujemy na wiosnę ruszyć na mniej uczęszczane tereny Bieszczadów, do opuszczonych wsi, artykuł z Twojego bloga są świetną inspiracją ;)
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...