tło

niedziela, 21 sierpnia 2016

Beskid Sądecki- Krynica Zdrój


Samotna wędrówka po górach chodziła mi po głowie już od dawna i w końcu doszła do skutku. W planie miałam zaczerpnięcie uzdrowiskowego relaksu w Krynicy, a dopiero następnego dnia wyjście na szlak. Jednak  doświadczyłam jednego z głównych minusów podróżowania w pojedynkę - problemu z tanim noclegiem. Żadna kwatera prywatna, ani pensjonat, nie chcieli wynająć pokoju dla jednej osoby na jedną noc. Nie pozostało mi więc nic innego, jak wdrapanie się pierwszego dnia na Jaworzynę Krynicką do schroniska. 

Plecak obładowałam głównie jedzeniem i o 7.30 wsiadłam do pociągu IC w kierunku Tarnowa. Klimatyzacja, wyciszone wagony, własne gniazdko - nowe pociągi niczym nie przypominają tych sprzed kilku lat. 
Dworzec kolejowy w Tarnowie
W Tarnowie miałam poczekać na przesiadkę 50 minut, a wyszło z tego dwie godziny. Usiadłam zrezygnowana na pięknym dworcu, w pałacowym stylu, prawie jak ten w Przemyślu. Lubię obserwować ludzi na dworcach, tzn. nie tylko na dworcach, ale tutaj szczególnie, bo to takie specyficzne miejsce, gdzie człowiek jest zawieszony 'pomiędzy'. Jeszcze nie jest tam, gdzie chce być, a już nie jest tam gdzie był. Akurat nie wiele osób się tu kręci, więc przenoszę się na świeże powietrze. Przypominam sobie historie z książek podróżniczych, gdzie w krajach afrykańskich czeka się na transport nigdy nie wiedząc kiedy nadjedzie. A miejscowi zapytani o godzinę odjazdu, odpowiadają "za chwilę", a chwila to pojecie względne. Dla nich czekanie jest oczywiste. Więc po początkowym oburzeniu, zalewa mnie fala pogodzenia się z tym co jest, a właściwie z tym czego nie ma ... 
Zabudowa w stylu szwajcarskim w Krynicy
Gdy wreszcie wsiadam do spóźnionego cielska z żelaza, oddaję się totalnie podziwianiu widoków. Telepiąc się na styranych torach, stary pociąg z wysiłkiem pokonuje podjazdy i zakręty pomiędzy beskidzkimi górami. Czasem zwalnia, by ostrożnie przejechać most, bojąc się, żeby nie runąć w nurt czystej rzeczki. Mijamy znane uzdrowiska: Piwniczną, Żegiestów, Muszynę, a z prawej strony towarzyszy nam teraz pozornie spokojny Poprad. Po trzech godzinach docieram do końcowej stacji - Krynica Zdrój. Udaję, że nie widzę kilku szkaradnych bloków i kieruję się natychmiast na główny deptak. 
Krynica Zdrój

Kramy z kiczowatymi gadżetami mieszają się z regionalnym rękodziełem. W powietrzu unosi się zapach gofrów i aromat z pijalni czekolady. Kuracjusze odpoczywają na ławeczkach wśród bujnie obsadzonych klombów kwiatowych. Klimat uzdrowiska  zakłóca czasem większa wycieczka, która wylewa się z autokaru oblepiając momentalnie najbliższe stoiska jak szarańcza. 
 
Pijalnia wody

W głównej pijalni, oprócz wody, sączy się cicho muzyczka i można ugasić pragnienie pod palmą sztuczną lub prawdziwą. 
 
Krynica Zdrój

Postanawiam skorzystać z seansu w grocie solnej, która ma podobno szereg właściwości leczniczych. 45 minut upływa w relaksie na leżakach, pod kocykiem, przy odgłosach natury (wliczając w to chrapanie pani obok). 
 
Krynica Zdrój

Po nasoleniu płuc, czas się zmęczyć przy podejściu na Jaworzynę Krynicką. Zostawiam za sobą ostatnie zabudowania i wchodzę w las. Szeroka, chwilami błotnista ścieżka wiedzie łagodnie raz w górę, raz w dół, hartując mnie przed głównym atakiem na szczyt. 
O godzinie 17 jestem już pod dolną stacją kolejki gondolowej. Bilet na górę kosztuje 20 zł, ale ja wybieram wędrówkę zielonym szlakiem. Trasa jest bardzo dobrze oznaczona i bardzo daje w kość jak na pierwszy dzień. Spotykam tylko dwie grupki ludzi idące w przeciwną stronę. "Pani na samą górę?" - po potwierdzeniu widzę tylko współczujące kiwanie głową. Ale w końcu mam silną motywację, muszę dotrzeć na nocleg przed zmrokiem, a słońce już schowało się za drzewami.
 
Plecy stają się wilgotne pod ciężkim plecakiem, oddech coraz szybszy i satysfakcja coraz większa z każdym krokiem. Dzikie maliniska kuszą słodką wonią, gdzieniegdzie dolatuje mnie orzeźwiający zapach mięty, żółte kwiaty dziurawca dodają otuchy i towarzyszy mi jeszcze cały szereg innych roślin, których nazw nie znam.  
Diabelski Kamień
Urozmaiceniem na mojej drodze jest tzw. Diabelski Kamień, z którym wiąże się legenda. Jak to zazwyczaj bywało, ludzie nie potrafiąc zrozumieć pewnych zjawisk przypisują je działalności diabła, tak jak w tym przypadku. Nareszcie staję na górnej stacji kolejki - udało się. Schodzę do schroniska położonego w pięknym miejscu wśród panoramy gór
 
Widok z Jaworzyny Krynickiej

Pokój za 45 zł z pościelą dzielę z dwoma dziewczynami w podobnym wieku, przemierzającymi główny szlak beskidzki. Głównym atutem naszego pokoju jest balkon z genialnym widokiem.
Schronisko na Jaworzynie Krynickiej
Jest tu też wszystko co turyście potrzeba - od stolika, po wieszaczki, półeczki, aż po szafę. Jedynie do czystości mogłabym się przyczepić, ale w końcu to nie hotel...

Schronisko na Jaworzynie Krynickiej

10 komentarzy:

  1. Ostatni raz w górach byłem.... nie pamiętam kiedy :( ale też na samotnej wycieczce i widzę, że problemy z wynajęciem pokoju wciąż te same :/ A co do dworców kolejowych mam dokładnie tak samo ;) (P.S. tarnowski dworzec odwiedzam jutro he he) Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie pamiętasz kiedy to znak, ze czas najwyższy rzucić wszystko i iść w góry :) Również pozdrawiam

      Usuń
  2. ... Nosi mnie, wodzi mnie
    Na pokuszenie mnie nosi
    Po ogródku wodzi mnie, po lesie i po asfalcie
    W środę, piątek i niedzielę ...

    Niespokojna dusza z Ciebie, Doroto, w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu:-)
    że aż pozwoliłam sobie zacytować kilka linijek wiersza pana Ziemianina "Nosi mnie" ... aż zazdrość bierze ... spakować plecak, wsiąść do pociągu i ruszyć przed siebie, samej ... pozdrawiam serdecznie.
    P.s. Też lubię patrzeć na ludzi, choć teraz prawie nie mam okazji na swoim bezludziu:-) chyba, że spatrzę przez lornetkę samotnego turystę na łąkach:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna wycieczka. Też podróżowałam pociągami to tu, to tam, ale było to już ładnych parę lat temu. Pamiętam jednak do dziś fascynację z tym związaną, której próżno szukać w czymś innym :)Teraz inne czasy i zawarłam silną więź i przyjaźń z autem. Podziwiam Cię za podróżowanie tym sposobem i poleganie na środkach transportu publicznego. Jak zwykle dawka przyjemnych dla oka zdjęć z ciekawych miejsc. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Auto daje niezależność, ale lubię oba środki transportu, są po prostu inne. Dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Było dać znać! Przez pięć godzin oprowadził bym Cię po Tarnowie od Średniowiecza, poprzez Renesans aż po Secesję (choć tę miałaś na dworcu) i eklektyzm!

    Jaworzynę znam świetnie, reakcji ludzi się nie dziw, tam jest masa wczasowiczów i kuracjuszy, dla których nawet tak łatwe podejście oznacza zgon. Rozumiem iż do doliny Czarnego Potoku podjechałaś busem? Bo jeśli "z buta" to faktycznie można zrozumieć zmęczenie, gdyż to spory kawałek.

    OdpowiedzUsuń
  5. oo to nie wiedziałam! Jak to dobrze mieć znajomości w rożnych miejscach ;) Do Czarnego Potoku szłam oczywiście pieszo, miły spacer :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To spory ten spacer.
      Owszem na przewodnika po Tarnowie zawsze możesz liczyć.

      Usuń
  6. Świetna wycieczka i doskonała relacja.
    Sama też przeżywałam zdumienie ludzi schodzących z Jaworzyny, podczas gdy ja z nastoletnim siostrzeńcem podchodziłam. Wszyscy wolą wjechać na szczyt gondolą, a potem schodzić, żeby się aby przypadkiem nie zmęczyć. Biedni, nie znają potęgi endorfin dodających skrzydeł po takim wysiłku.

    OdpowiedzUsuń
  7. Częstując się z wielkim zaciekawieniem przestrzenią wplecioną w samotną wędrówkę serce nakarmione jest bardzo szczodrze. Poetycka mgiełka słów pełnych oczarowania nadzwyczajnie zabiera w wędrówkę gdzie nikt nie czułby się sam. Dzięki Tobie nadal odnajduję magię. Pozdrawiam ciepło! Asia

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...