tło

niedziela, 17 listopada 2019

Zwiedzanie Albanii

Albania na wakacje wydaje się nie taka oczywista. A jednak cieszy się rosnącą popularnością wśród Polaków. Krystaliczne morze, śródziemnomorska pogoda, ceny podobne jak u nas, czego chcieć więcej? Albania zaskoczyła mnie pozytywnie, znalazłam w niej zarówno piękne plaże, jak i góry oraz antyczną historię.
Plaże w Albanii. Gjipe Beach.
Plaża w Albani


sobota, 19 października 2019

Wolontariat w Portugalii

Wolontariat w Portugalii chodził mi po głowie już od dłuższego czasu. Jak zostać wolontariuszem za granicą i nie tylko dowiedziałam się ze strony workaway.com. Wystarczy założyć i opłacić swój profil i szukać miejsc oferujących wolontariat tam gdzie chcemy, a są one na całym świecie. Miałam na tyle szczęścia, że swojego gospodarza poznałam na żywo zanim zobaczyłam jego ofertę na workaway. W innych przypadkach jest to loteria na kogo się trafi, czy się będziemy dogadywać i czy miejsce jest zgodne z opisem.



Workaway wolontariat


poniedziałek, 14 października 2019

Lizbona

Siedzę w cieniu drzew, delektując się każdym łykiem znakomitej kawy. W Portugalii nawet najgorzej wyglądająca kawiarnia z plastikowymi krzesłami serwuje dobrą kawę. Obserwuję ludzi, nie śpieszą się, podchodzą do barierki zapatrzeni w czerwone dachy nieregularnie rozrzucone trochę jak klocki, którymi dziecko przestało się bawić. Mężczyźni cierpliwie robią zdjęcia swoim partnerkom. Pierwsza poza z wydłużoną nogą z przodu, kontrola jakości na telefonie, widzę grymas na ich twarzach i drugie podejście tym razem z większą ilością instrukcji dla fotografa bez wyboru. Poranne słońce zaczyna mnie oślepiać, mrużę oczy i wracam wspomnieniami do momentu, gdy zrodził się pomysł przyjazdu tutaj. Lizbona majaczyła, gdzieś w moich marzeniach, gdy po raz pierwszy sięgnęłam po Cień Wiatru Zafona. U niego przybrała tajemniczą postać we mgle, ale wiedziałam, że ma też wakacyjną twarz, choć nostalgia jest wpisana w jej krajobraz. Pastelowe tynki odpadają z kamienic jak mozaika, odsłaniając szarą warstwę smutku skrywanego pod kolorową maską. Lizbono chyba mamy coś wspólnego.


Kawa w małej filiżance kończy się, ale moja przygoda tutaj dopiero się zaczyna. Wstaję zanim głośna grupa turystów z Chin zaleje zaciszny placyk. Idą  jak armia z aparatami wyciągniętymi przed siebie na kijku zamiast broni. Muszę uważać żeby mnie nie stratowali, bo swoimi cyfrowymi oczami widzą tylko to, co pokażą na social media. Właśnie między innymi dlatego zaczęłam się mocno zastanawiać nad sensem i formą  mojego zwiedzania. Jak nie popaść w schemat odhaczania atrakcji i czy to coś złego wjechać na wieżę Eiffla tylko dlatego, że jest to masowa turystyka? Czy warto ominąć ten widok dla idei świadomego podróżowania? Wciąż szukam złotego środka i odpowiedzi na to pytanie, których być może nie ma. Wiem na pewno, że chcę doświadczyć czegoś innego niż do tej pory, chcę zatrzymać się  na dłużej i wczuć się w klimat obcej kultury i specyfiki miejsca. Chcę wsiąknąć, chcę mieć czas na obserwację nie patrząc do przewodnika.

Z tych przemyśleń zrodził się dwa miesiące wcześniej pomysł wzięcia udziału w wolontariacie. Miałam już za sobą pozytywne doświadczenia w tym temacie w Polsce, więc zarejestrowałam się na międzynarodowej stronie Workaway. Z pełnym entuzjazmem przeglądałam oferty, które przedstawiały się niezwykle kusząco. Włochy, Kanary, Francja, basen, bajkowe krajobrazy – wybierać nie umierać. Zaczęłam wysyłać aplikacje, każda personalizowana i po wnikliwym przestudiowaniu oferty. Jakie było moje rozczarowanie, gdy moja skrzynka mailowa milczała lub odbierała wiadomości typu: już kogoś mamy, w tej chwili nie przyjmujemy. Czułam, że nie mogę dłużej czekać z wyjazdem gdziekolwiek i postanowiłam kupić bilety do Lizbony z postanowieniem, że zwiedzę ją niestandardowo, cokolwiek by to miało znaczyć. Namówiłam Mateusza, spodobał mu się pomysł, co dodało mi otuchy.


 I w ten sposób spacerujemy sobie teraz brukowanymi uliczkami z ciekawością wypatrując, gdzie nas zaprowadzą. Oddajemy się w ręce Lizbony, to ona nas poprowadzi. Raz przyciąga nas muzyką nad brzegiem rzeki, raz zapachem dobrego jedzenia. Trasa wyznacza się sama, w górę i w górę w coraz to piękniejsze punkty widokowe. Odpuszczamy i chyba właśnie to sprawia, że jesteśmy spokojni, bez oczekiwań, zauważamy więcej szczegółów, które pewnie pominęlibyśmy goniąc od jednej atrakcji do drugiej. I tak większość z nich zobaczymy: „O to nie jest przypadkiem ta słynna/słynny…”, itp. Pozwalamy się zaskoczyć. Jak się miało niedługo okazać, życie też szykowało dla mnie jeszcze większą niespodziankę.


Późnym wieczorem wracamy do hostelu Lisbon Calling, ale zamiast iść spać dołączamy do multikulturowego towarzystwa w kuchni. Przy dużym stole próbujemy znaleźć wspólne tematy z osobami z Niemiec, Serbii, Anglii, Boliwii, świat wydaje się nie mieć granic. Każdy poleca miejsca, w których był, a apetyt na podróże rośnie w miarę rozmowy. Różne style życia otwierają oczy na różne możliwości: „Trzy miesiące na Sri Lance i praca zdalna na komputerze, czemu nie?”



Z jedną osobą dogaduję się szczególnie dobrze, aż temat schodzi na ogród i dowiaduję się, że to jedna jej pasji, zupełnie tak jak moja. Mało nie spadam z krzesła, gdy zaprasza mnie do pomocy na swojej portugalskiej farmie i pokazuje swój profil na tej samej stronie gdzie szukałam wolontariatu! Nie mogę uwierzyć w ten zbieg okoliczności. Tyle czasu spędziłam na poszukiwaniach wolontariatu, a tu nagle znajduje się sam? Ta oferta na workaway jest dokładnie tym czego pragnęłam: siedlisko off-grid, ekologiczny ogród, wegetariańskie jedzenie, do tego mnóstwo pozytywnych opinii. Jest tylko jeden problem: nazajutrz mam lot do Polski... Podczas tej podróży starałam się nie myśleć za wiele, zdając się na intuicję, ale teraz moja głowa zaczęła pracować na wysokich obrotach. W końcu nie codziennie podejmuje się decyzję o tym czy wrócić z wakacji, czy może przedłużyć je sobie o trzy tygodnie…


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...