tło

niedziela, 3 września 2017

Beskid Niski: Krzywa - Czarne - Nieznajowa - Wołowiec

Za każdym razem, gdy przymierzam się do napisania relacji z wycieczek po Beskidzie Niskim, ogarnia mnie obawa, że żadne słowa nie oddadzą wrażenia pustki. I nie mam tu na myśli braku zabudowań, pewnie są znacznie większe pustki  materialne gdzieś na stepach, pustyniach, jednak nie istnieje głębsza pustka niż ta pozostała po obecności ludzi. Żyli tutaj z pokolenia na pokolenie trudząc się pracą i współpracą ze srogą naturą. Budowali i odbudowywali swoje gospodarstwa, cerkwie, by pewnego wiosennego dnia, gdy wydawałoby się, że zawierucha wojenna już za nimi, nadszedł moment, kiedy to wszystko musiało się obrócić w nicość. Co byś wziął z sobą, gdybyś miał na spakowanie kilka godzin i ograniczone miejsce na bagaż? Jakbyś spojrzał w oczy psu na łańcuchu, którego zostawiałbyś na pastwę wilków? Nie jestem sobie w stanie wyobrazić ich rozpaczy, tak jak i oni nie mogli uwierzyć w to co się działo. Gdy wioska znikała za kolejnym wzgórzem, a żałosne wycie psów unosiło się jeszcze dalej, dalej niż wzrok sięgał.   
Krzywa -  cerkiew św. Kosmy i Damiana (obecnie kościół katolicki NMP Niepokalanie Poczętej)

Zostawiamy samochód pod cerkwią we wsi Krzywa. Przed Akcją 'Wisła', była to ludna miejscowość wraz z jej przysiółkami, a dziś jest tylko kilka zabudowań. Z dawnych lat pozostały dwa cmentarze - wiejski oraz wojenny i przydrożne krzyże. Na próżno już odszukiwać śladów domów, choć część z nich znalazła drugie życie jako elementy nowo budowanych PGR-ów. 

Wraz z Sandrą rozpoczynamy nieśpieszną wędrówkę pętlą: Krzywa - Nieznajowa - Wołowiec. 

Chmury kłębią się nad wąską, asfaltową drogą, która wije się pomiędzy pastwiskami. Z jednej strony zaglądają ciekawie konie, z drugiej ignoruje nas stado krów. 


Łagodnie pofalowany krajobraz będzie nam towarzyszył przez cały dzień. Przestrzeń łąk, delikatny szmer strumieni i las na horyzoncie. Niby nic wielkiego, a tak pobudza wyobraźnię. Właśnie ten sielankowy obraz był scenerią dla smutnych wydarzeń. Zieleń zabliźniła rany przeszłości, pokryła nową skórą lasu miejsca po domach, polach uprawnych i drogach.

Zza drzew dobiega nas odgłos dzwonków i niskiego beczenia podekscytowanych owiec. Po chwili na drogę wysypują się białe kłębki puchatego stada przeganianego przez pasterza i jego psa. Miło zobaczyć na tym pustkowiu życie, gwar, jak dawniej.  Zniknęły za kolejnym wzgórzem tak szybko jak się pojawiły. Czy aby na pewno były realne? Może to tylko fatamorgana rozbudzonej wyobraźni, może na kilka minut cofnęłyśmy się w czasie do łemkowskiej wsi.

Cmentarz w Czarnem


Z zamyślenia wybija mnie widok cmentarza w dawnej wsi Czarne. Wchodzę za ogrodzenie z najwyższą ostrożnością, przecież nie wszystkie nagrobki się zachowały i równie dobrze możemy stąpać właśnie po czyimś grobie. Niektóre inskrypcje są już mało czytelne. Na jednym z krzyży zostały tylko ręce i nogi, jak ten cmentarz bez wsi, skrawki pozbawione sedna. 



Po drugiej stronie drogi stoją drzwi. Przejście między przeszłością a teraźniejszością. Drzwi, które się zamknęły i już nigdy nie otworzą. Umieszczone są na nich informacje o tym jak niegdyś wyglądała wioska.

  




Kapliczka na rozstaju dróg jest niemal symbolicznym, rozpoznawalnym elementem tych terenów. Od tego momentu na szlaku zaczną się 'atrakcje' w postaci przekraczania strumieni w bród. Będzie ich kilkanaście. 
Wchodzimy na teren Magurskiego Parku Narodowego

Trzy lata temu, kiedy byłam pierwszy raz przy chatce miłośników Nieznajowej, trzeba było się zanurzyć po pas w lodowatej wodzie, by dostać się na drugi brzeg przy połączeniu się Zawoi z Wisłoką. Nie byłam aż tak zdeterminowana. Dzisiaj jednak woda przemyka płytko pomiędzy kamieniami. 
Przy chatce w Nieznajowej

Na niektórych przejściach są ułożone wysepki z kamieni, na których można stanąć i starając się nie poślizgnąć, można przejść suchą stopą. Mój chrzest odbył się już przy pierwszej napotkanej rzece, nie spodziewałam się, że kamienie będą aż tak śliskie i niestabilne. 
Sandra się nie poddaje i sama buduje pomost z kamieni, bo gdy życie nie daje nam możliwości, trzeba samemu je stworzyć. Innym razem zdejmujemy buty i zanurzamy stopy w orzeźwiającej, ale przejmująco zimnej wodzie i staramy się nie pokaleczyć na ostrych kamyczkach.





Dawna Nieznajowa ciągnie się niezwykle malowniczo w dolince objętej czule niewysokimi wzgórzami. Niewiele brakowało, a gdyby nie odmienne tory losu, przechodziłybyśmy właśnie koło dużej stacji kolejowej. Austriacy mieli w planach utworzenie połączenia kolejowego z Jasła przez Nowy Żmigród do Koniecznej i dalej do Górnych Węgier, czyli Bardejowa.
Nieistniejąca wieś - Nieznajowa

Powietrze przesycone jest zapachem dzikich kwiatów. Nie czuć dymu sączącego się z kominów domostw, nie czuć woni zwierząt domowych, nie czuć ludzi. Tylko my dwie i co kawałek krzyże, nie dające zapomnieć o tej chwili z przecież niedalekiej przeszłości, kiedy tętniło tu życie, a cerkiew należała do najpiękniejszych na Łemkowszczyźnie.  Opuszczona cerkiew z czasem się zawaliła, a zrujnowana wieża trochę później, bo w 1974 roku. Oprócz kamiennej podmurówki zachował się drewniany portal - uratowany przez mieszkańca Bartnego pana Madzika. I właśnie tam możemy go oglądać, bowiem znajduje się w tamtejszej cerkwi greckokatolickiej, obecnie muzeum. 
Cmentarz w Nieznajowej
Na cmentarzu w Nieznajowej zachowało się kilka nagrobków, a uwagę przykuwa współczesna tablica, która pomału wtapia się w drzewo.
Idziemy w ciszy wypełnionej jedynie brzęczeniem owadów. Ścieżka przecinająca łąkę sięgającą nam po pas jest ledwo widoczna, jakby korzystały z niej jedynie duchy. Tu koło kapliczki stała karczma. Tutaj przychodzili, pili, bawili, radzili, a dziś tylko nieliczni turyści popatrzą, pomyślą, zupełnie bez sensu, bo nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić jak kiedyś toczyło się tu życie codzienne i odświętne.

To tak łatwo można obrócić wszystko w nicość? Tak niewiele trzeba, żeby z dnia na dzień zniknęła wioska, jej mieszkańcy i ich kultura? To uczucie ulotności i tymczasowości nie opuszcza mnie, aż do końca dnia.


Szlak jest ledwo widoczny na łące
Zbliżamy się do Wołowca, pierwsza zamieszkała wieś od kilku godzin. Wchodzimy na cerkiewne wzgórze, podglądamy piękne wiejskie ogródki, ale nasz szlak już wkrótce odbija w lewo i znów zostajemy same ze swoimi myślami i nierealną obecnością dawnych mieszkańców tego regionu. 




Utwardzona droga przez las przypomina nam trochę tatrzańskie dolinki z rwącymi strumieniami. Ale i tę drogę zostawiamy i zanurzamy się w wąską ścieżkę, która zaprowadzi nas już prosto do Krzywej, gdzie zakończymy swoją wędrówkę. Wędrówkę przez przeszłość, historię, nieistniejące wsie i ich wspomnienie. 





8 komentarzy:

  1. Piękny... ale smutny wpis. Tak samo jak i opisywane okolice. Niby wielka pusta przestrzeń, cisza, spokój i cudowne okolice, czyli coś co kocham, ale jakże smutna jest historia owych miejsc. Heh :( Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No my to z kolei byliśmy darzeni zainteresowaniem tych krów, co nie było zbyt przyjemne ;) Za to zainteresowanie koni nas cieszyło, chociaż gdy jeden pakował się do auta to zrobiło się nieswojo ;) To piękne okolice, chociaż trzeba pamiętać, skąd wzięło się to piękno - z ludzkiej krzywdy, cierpienia, nienawiści...
    A zawsze zastanawiamy się, jakby wyglądało dziś Czarne, Nieznajowa, Lipna, Jasionka gdyby nie powojenne wysiedlenia..

    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  3. piekne tereny ujete w pieknych zdjeciach
    te samotne drzwi robia wrazenie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta trasa to taka "klasyka" Beskidu Niskiego, polecamy ją każdemu kto chce poznać Beskid Niski i jego nie łatwą historię... Oby tam tylko asfaltowe drogi nie powstały nigdy i nie jeżdziło zbyt duzo samochodów...

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie klasyka!
    Wielu Łemków wyjechało dobrowolnie do USRR zwabionych kłamstwami o płynącym mlekiem i miodem robotniczo chłopskim raju. Ci których wyusiedlano na północ czy zachód mogli inwentaz zabierać ze sobą, jesli więc ktoś psymzostawial to z bezduszności nie musu. Nje zmienia to wprawdzie dramatu tych przesiedleń, ale nieco lagodzi ich tragizm.

    OdpowiedzUsuń
  6. Smutek, który przyroda opowiada po swojemu razem z Tobą. Opowieść zapada głęboko w serce i nie można zostać obojętnym. Zdjęcia zaskakują wyciszonym życiem i śladami łez ukrytymi nie tylko w słowach. Pozdrawiam serdecznie! Asia

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję Wszystkim za komentarze. Może polecicie mi pętlę na jeden dzień w Beskidzie Niskim tak do 30 km?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dojazd pod bacówkę w Bartnem a potem już kilka pętli do wyboru. Albo na rezerwat Diabli Kamień albo dłuższa i bardziej wymagająca przez Kotań, Świezową na Nieznajową... Zresztą Bogiem a prawdę gdzie tam człowiek kroku nie zrobi tam pięknie.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...