Kto ogląda Maję w Ogrodzie, ten wie, że nie trzeba zjeździć
całej Polski w poszukiwaniu najpiękniejszych ogrodów, bo mamy je w jednym
miejscu, tylko, że w miniaturze.
Frank Raj to prywatna inicjatywa pasjonatów
roślin. Obok szkółki stworzyli ogrody pokazowe, które przedstawiają różne
style.
Mnie oczywiście najbardziej
wciągnął ogródek wiejski, pełen kwitnących kwiatów i ozdób z wikliny i drewna.
Całość można zobaczyć z wieży widokowej, która z drugiej strony poprowadzi nas wypukłym mostkiem w środek labiryntu. Labirynt wydawał się niewielki, ale wcale nie było łatwo go opuścić. Takie doświadczenia od razu nasuwają nam różne aluzje odnośnie życia. Na przykład takie, że czasem lepiej wrócić do punktu wyjścia, by znaleźć rozwiązanie.
Całość można zobaczyć z wieży widokowej, która z drugiej strony poprowadzi nas wypukłym mostkiem w środek labiryntu. Labirynt wydawał się niewielki, ale wcale nie było łatwo go opuścić. Takie doświadczenia od razu nasuwają nam różne aluzje odnośnie życia. Na przykład takie, że czasem lepiej wrócić do punktu wyjścia, by znaleźć rozwiązanie.
Po przyjemnym spacerze, we Frank Raju, jedziemy do Wdzydz
Kiszewskich. Widząc tłumy ludzi i aut, od razu mamy wrażenie typowo
turystycznej wioski, a serce Kaszub zamknięte jest w skansenie. Ale za to jakim
skansenie! Trzy godziny to nawet mało, jeśli chcemy zagłębić się w historię i
poczuć klimat tego miejsca zatrzymanego w czasie.
Większość skansenowych domków jest otwarta , a w środku podziwiamy dawny wystrój i zastanawiamy się do czego mogły służyć dziś już zapomniane sprzęty.
Zagrody otoczone płotkami i ogródkami z kwiatami, drzewami owocowymi oraz warzywami, sprawiają wrażenie jakby życie toczyło się tu dalej. Piaszczyste ścieżki pośród sosen i brzóz prowadzą nas po tej niby wiosce.
W szkole zasiadamy do ławeczek z dziurkami na kałamarz, a obok słuchamy nostalgicznej muzyki w pokoju nauczyciela.
W dworku pranie suszy się jakby dopiero co powieszone, spiżarnia pęka w szwach od przetworów, a drewniane zabawki czekają na powrót dzieci.
Większość skansenowych domków jest otwarta , a w środku podziwiamy dawny wystrój i zastanawiamy się do czego mogły służyć dziś już zapomniane sprzęty.
Zagrody otoczone płotkami i ogródkami z kwiatami, drzewami owocowymi oraz warzywami, sprawiają wrażenie jakby życie toczyło się tu dalej. Piaszczyste ścieżki pośród sosen i brzóz prowadzą nas po tej niby wiosce.
W szkole zasiadamy do ławeczek z dziurkami na kałamarz, a obok słuchamy nostalgicznej muzyki w pokoju nauczyciela.
W dworku pranie suszy się jakby dopiero co powieszone, spiżarnia pęka w szwach od przetworów, a drewniane zabawki czekają na powrót dzieci.
Wystawa
starych zdjęć przypomina nam, że kiedyś mieszkało tu dużo Niemców. Ciekawe
dlaczego mają taki ponury wyraz twarzy.
Jeden kościółek jest nadal użytkowany, natomiast w
innym jest wystawa drewnianych krzyży, które kiedyś pilnowały poboczy dróg.
Spróchniałe drewno rozdarte spękaniami, budzi współczucie.
Na terenie ośrodka wypoczynkowego we Wdzydzach Kiszewskich wchodzimy na wieżę widokową ulokowaną nad Jeziorem z
piękną panoramą leśnej okolicy.
Po drodze mijam dwie ruiny. Jedna jest po ewidentnym pożarze ze zwęglonym szkieletem na wierzchu.
A drugi opuszczony budynek to prawdopodobnie dawna stacja kolejowa. Pięknie rzeźbione drzwi i okna trzymają w sobie wspomnienia, gdy miejsce to tętniło życiem.
Po drodze mijam dwie ruiny. Jedna jest po ewidentnym pożarze ze zwęglonym szkieletem na wierzchu.
A drugi opuszczony budynek to prawdopodobnie dawna stacja kolejowa. Pięknie rzeźbione drzwi i okna trzymają w sobie wspomnienia, gdy miejsce to tętniło życiem.




